Szelest liści. Łamane gałęzie. Pohukiwanie sowy. Właśnie te dźwięki można było usłyszeć w wielkim, ciemnym lesie. Dookoła mnie nie ma nic innego oprócz wielkich drzew. Na niebie jasno świeci księżyc, zarazem oświetlając mi drogę. Uwielbiam przebywać w samotności, właśnie w takich miejscach. Przychodzić rano i czytać książki, dopóki słońce jasno świeci i wracać do domu razem z księżycem. Jak na razie, to ostatni raz kiedy tu jestem. Od jutra będę mieszkać w kampusie, mojej nowej szkole, a mianowicie Uniwersytecie Exeter. W moim rodzinnym mieście nie mam przyjaciół, co jest równoznaczne z tym, że nie będę miała za kim tęsknić. Prócz rodziny, rzecz jasna. Liczę także na to, że pomimo, iż uwielbiam to miejsce, zapomnę o tym, co tu przeżyłam. I szczerze: nie życzę tego nikomu!
***
- Przepraszam - powiedziałam spoglądając w górę, na nieznajomego - Nie widziałam Cię.
- Ja też, powinienem bardziej uważać - odpowiedział - Jesteś tu nowa? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem.
- To pierwszy raz, kiedy tu jestem - odparłam, zbierając bagaże z podłogi.
- Pomogę Ci. Gdzie masz pokój? - zaproponował, wyciągając torby z moich rąk.
- 124. I um, dzięki - posłałam nieśmiały uśmiech i ruszyłam za chłopakiem.
- To tutaj - oznajmił, stawiając torby pod drzwiami - Miło było Cię poznać...
- Charlie, nazywam się Charlie.
- Charlie, ja jestem Max. Mam nadzieję, do zobaczenia - powiedział, oddalając się ode mnie z uśmiechem na twarzy.
- Tak. Jeszcze raz dziękuję - powiedziałam i wtykając kluczyk do drzwi, przekręciłam zamek otwierając je. Pokój nie był szczególnie duży. Znajdowały się tu dwa łóżka, równej wielkości tak samo jak szafy i biurka. Zbierając torby z ziemi, ruszyłam w stronę łóżka pod oknem, zarazem je zajmując.
Po wypakowaniu swoich rzeczy, wzięłam z pułki książkę "Szklany Tron" i po raz kolejny zagłębiłam się w jej treść.
***
- Cześć! - przeniosłam swój wzrok, znad książki na stojącą obok drzwi dziewczynę. - Nazywam się Amy i będę twoją współlokatorką.
- H..Hej - wydukałam - Jestem Charlie.
- Miło Cię poznać, Charlie. Zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami, mówię Ci - powiedziała z przekonaniem, na co ja tylko się zaśmiałam. - Nie szykujesz się na ognisko?
- Um, nie bardzo. Nie chodzę na imprezy.
- Słoneczko, musimy to zmienić. Przejdziesz się ze mną chociaż na chwilę? Nie daj się prosić już w pierwszy dzień.
- Oh, okej. Ale jak mi się nie spodoba to wracam do pokoju - odpowiedziałam, odkładając książkę na półkę.
- Spodoba, uwierz - puściła mi oczko i zaczęła szykować.
Tylu ludzi w jednym miejscu to ja jeszcze chyba nigdy nie widziałam. Muzyka została oczywiście puszczona na full.
- Chodź weźmiemy jakieś drinki i pójdziemy się zabawić - powiedziała z uśmiechem Amy i ruszyłyśmy do mini barku. Po chwili otrzymałam od Amy słynny czerwony kubek.
- Co jest w środku? - zapytałam wąchając zawartość.
- Wódka z colą - odpowiedziała, po czym na raz wypiła zawartość swojego kubka. Nie piłam alkoholu często. W zasadzie nigdy. Ale to w końcu collage, Kiedyś musi być ten pierwszy raz, dlatego poszłam w ślady współlokatorki.
Amy zniknęła mi z oczu. Starałam się ją znaleźć przez dwadzieścia minut, ale na marne. Wypiłam zawartość kubka i postanowiłam ulotnić się z imprezy do pokoju, wcześniej idąc jeszcze zapalić.
- Um, nie bardzo. Nie chodzę na imprezy.
- Słoneczko, musimy to zmienić. Przejdziesz się ze mną chociaż na chwilę? Nie daj się prosić już w pierwszy dzień.
- Oh, okej. Ale jak mi się nie spodoba to wracam do pokoju - odpowiedziałam, odkładając książkę na półkę.
- Spodoba, uwierz - puściła mi oczko i zaczęła szykować.
Tylu ludzi w jednym miejscu to ja jeszcze chyba nigdy nie widziałam. Muzyka została oczywiście puszczona na full.
- Chodź weźmiemy jakieś drinki i pójdziemy się zabawić - powiedziała z uśmiechem Amy i ruszyłyśmy do mini barku. Po chwili otrzymałam od Amy słynny czerwony kubek.
- Co jest w środku? - zapytałam wąchając zawartość.
- Wódka z colą - odpowiedziała, po czym na raz wypiła zawartość swojego kubka. Nie piłam alkoholu często. W zasadzie nigdy. Ale to w końcu collage, Kiedyś musi być ten pierwszy raz, dlatego poszłam w ślady współlokatorki.
Amy zniknęła mi z oczu. Starałam się ją znaleźć przez dwadzieścia minut, ale na marne. Wypiłam zawartość kubka i postanowiłam ulotnić się z imprezy do pokoju, wcześniej idąc jeszcze zapalić.
***
21:23, Z tego co słyszę, impreza trwa w najlepsze.Usiadłam na ławce, niedaleko tylnego wejścia do mojego akademika. Co jakiś czas przede mną przewijali się kompletnie pijani ludzie, w niesamowicie dobrych humorach, Z tego miejsca widziałam ludzi bawiących się przy ognisku. Gdy Amy wpadała do pokoju, pomyślałam że może czas coś w sobie zmienić, otworzyć się na ludzi. Ale ta myśl, jak wszystkie podobne, szybko ode mnie odeszła. Właśnie w tym miejscu chciałabym o wszystkim zapomnieć, zacząć może coś takiego jak nowe życie. Z początku jest podobno ciężko, ale z czasem idzie lepiej. Tak słyszałam z opowiadań ludzi na spotkaniach, na które wysyłała mnie mama. Chciała, żebym choć trochę zachowywyała się jak dawniej. Ale nic z tego. Szczerze, to sama bym tego bym chciała. Wszystkie wspomnienia, głosy, wyblakłe już rany na udach, o których do teraz wiem tylko ja. To wszystko przywraca tylko złe rzeczy, o których tak bardzo pragnę zapomnieć. Czy to tak wiele? Na moim ciele poajwiają się ciarki. Wszędzie. Czas o tym zapomnieć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz