sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 1

Szelest liści. Łamane gałęzie. Pohukiwanie sowy. Właśnie te dźwięki można było usłyszeć w wielkim, ciemnym lesie. Dookoła mnie nie ma nic innego oprócz wielkich drzew. Na niebie jasno świeci księżyc, zarazem oświetlając mi drogę. Uwielbiam przebywać w samotności, właśnie w takich miejscach. Przychodzić rano i czytać książki, dopóki słońce jasno świeci i wracać do domu razem z księżycem. Jak na razie, to ostatni raz kiedy tu jestem. Od jutra będę mieszkać w kampusie, mojej nowej szkole, a mianowicie Uniwersytecie Exeter.  W moim rodzinnym mieście nie mam przyjaciół, co jest równoznaczne z tym, że nie będę miała za kim tęsknić. Prócz rodziny, rzecz jasna. Liczę także na to, że pomimo, iż uwielbiam to miejsce, zapomnę o tym, co tu przeżyłam. I szczerze: nie życzę tego nikomu!

                                                                               ***
                                          http://www.polyvore.com/r1.1/set?id=188315955

- Też będę tęsknić. Kocham was! - powiedziałam, jednocześnie machając oddalającemu się samochodowi, którym aktualnie jechała moja mama ze starszym bratem. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy i ruszyłam w kierunku kampusu. Budynek prezentował się naprawdę nieźle. Był duży, to na pewno. Dziś panował tu ogólny chaos. Zjechali się wszyscy. Nowi uczniowie, oraz ci starsi. Mój pokój znajdował się na drugim piętrze, więc w miarę swoich możliwości ruszyłam na swoje piętro. Wychodząc z zakrętu, uderzyłam w coś przed sobą i wszystkie moje torby wyleciał mi z rąk. 
- Przepraszam - powiedziałam spoglądając w górę, na nieznajomego - Nie widziałam Cię.
- Ja też, powinienem bardziej uważać - odpowiedział - Jesteś tu nowa? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem.
- To pierwszy raz, kiedy tu jestem - odparłam, zbierając bagaże z podłogi.
- Pomogę Ci. Gdzie masz pokój? - zaproponował, wyciągając torby z moich rąk. 
- 124. I um, dzięki - posłałam nieśmiały uśmiech i ruszyłam za chłopakiem.
- To tutaj - oznajmił, stawiając torby pod drzwiami - Miło było Cię poznać...
- Charlie, nazywam się Charlie.
- Charlie, ja jestem Max. Mam nadzieję, do zobaczenia - powiedział, oddalając się ode mnie z uśmiechem na twarzy.
- Tak. Jeszcze raz dziękuję - powiedziałam i wtykając kluczyk do drzwi, przekręciłam zamek otwierając je. Pokój nie był szczególnie duży. Znajdowały się tu dwa łóżka, równej wielkości tak samo jak szafy i biurka. Zbierając torby z ziemi, ruszyłam w stronę łóżka pod oknem, zarazem je zajmując. 
Po wypakowaniu swoich rzeczy, wzięłam z pułki książkę "Szklany Tron" i po raz kolejny zagłębiłam się w jej treść.

                                                                             ***

- Cześć! - przeniosłam swój wzrok, znad książki na stojącą obok drzwi dziewczynę. - Nazywam się Amy i będę twoją współlokatorką.
- H..Hej - wydukałam - Jestem Charlie.
- Miło Cię poznać, Charlie. Zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami, mówię Ci - powiedziała z przekonaniem, na co ja tylko się zaśmiałam. - Nie szykujesz się na ognisko?
- Um, nie bardzo. Nie chodzę na imprezy.
- Słoneczko, musimy to zmienić. Przejdziesz się ze mną chociaż na chwilę? Nie daj się prosić już w pierwszy dzień.
- Oh, okej. Ale jak mi się nie spodoba to wracam do pokoju - odpowiedziałam, odkładając książkę na półkę.
- Spodoba, uwierz - puściła mi oczko i zaczęła szykować.

                                            http://www.polyvore.com/cgi/set?id=188316686

Tylu ludzi w jednym miejscu to ja jeszcze chyba nigdy nie widziałam. Muzyka została oczywiście puszczona na full.
- Chodź weźmiemy jakieś drinki i pójdziemy się zabawić - powiedziała z uśmiechem Amy i ruszyłyśmy do mini barku. Po chwili otrzymałam od Amy słynny czerwony kubek.
- Co jest w środku? - zapytałam wąchając zawartość.
- Wódka z colą - odpowiedziała, po czym na raz wypiła zawartość swojego kubka. Nie piłam alkoholu często. W zasadzie nigdy. Ale to w końcu collage, Kiedyś musi być ten pierwszy raz, dlatego poszłam w ślady współlokatorki.
Amy zniknęła mi z oczu. Starałam się ją znaleźć przez dwadzieścia minut, ale na marne. Wypiłam zawartość kubka i postanowiłam ulotnić się z imprezy do pokoju, wcześniej idąc jeszcze zapalić.

***

21:23, Z tego co słyszę, impreza trwa w najlepsze.Usiadłam na ławce, niedaleko tylnego wejścia do mojego akademika. Co jakiś czas przede mną przewijali się kompletnie pijani ludzie, w niesamowicie dobrych humorach,  Z tego miejsca widziałam ludzi bawiących się przy ognisku. Gdy Amy wpadała do pokoju, pomyślałam że może czas coś w sobie zmienić, otworzyć się na ludzi. Ale ta myśl, jak wszystkie podobne, szybko ode mnie odeszła. Właśnie w tym miejscu chciałabym o wszystkim zapomnieć, zacząć może coś takiego jak nowe życie. Z początku jest podobno ciężko, ale z czasem idzie lepiej. Tak słyszałam z opowiadań ludzi na spotkaniach, na które wysyłała mnie mama. Chciała, żebym choć trochę zachowywyała się jak dawniej. Ale nic z tego. Szczerze, to sama bym tego bym chciała. Wszystkie  wspomnienia, głosy, wyblakłe już rany na udach, o których do teraz wiem tylko ja. To wszystko przywraca tylko złe rzeczy, o których tak bardzo pragnę zapomnieć. Czy to tak wiele? Na moim ciele poajwiają się ciarki. Wszędzie. Czas o tym zapomnieć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz